poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Nazywam się Zigzag, agent Zigzag.

Żyjemy w czasach gdy szpiegostwo zostało pozbawione twarzy i sprowadzone do podpatrywania co nowego wymajstrowali kolesie z konkurencyjnej korporacji i jak im to popsuć. Kurcze, nawet współczesnym filmom o Jamesie Bondzie się oberwało: tyle w nich zostało z powieści szpiegowskiej ile jest mięsa w kiełbasie. Nie zrozumcie mnie źle! „Casino Royale” („Quantum of Solace” łaskawie pomińmy) jest fajnym filmem akcji, ale niestety okazuje się, że Bond został zredukowany do postaci mięśniaka dostarczającego widzom wybuchów, a nie o to przecież w Bondach chodziło nie? Dobra do rzeczy... Ci z was którzy śledzili doniesienia prasowe z ostatniego miesiąca wiedzą, że to co tu wypisuję jest oczywistą podpuchą. Otóż szpiegostwo ma nową twarz! I to jaką!























Przedstawiam państwu Annę Chapman, 28 letnią kobietę-szpiega złapaną ostatnio w USA. Ona i dziewięciu innych byli tzw. uśpionymi agentami, zwerbowanymi przez rosyjskie Służby Wywiadu Zagranicznego, czekającymi na umówiony sygnał by rozpocząć akcje dywersyjne. Po złapaniu przez FBI ta laureatka uczelnianego konkursu na Miss Piękności (studiowała na Uniwersytecie Przyjaźni Narodów w Moskwie… jeśli czegoś nas nauczył Orwell to tego, że jeśli coś ma miłość, przyjaźń, sprawiedliwość w nazwie to znaczy, że robi się tam coś totalnie przeciwnego tym słowom) została deportowana do Moskwy i wszystko by już ucichło gdyby nie fakt, że nasza droga Anka stała się… sławna. Tak jest! Zdjęcia z jej profilu na Facebook’u zostały dosłownie rozkradzione i wydrukowane w każdym liczącym się czasopiśmie (nic tak nie zwiększa nakładu jak ładna buźka przy kontrowersyjnym artykule). Podbiła Youtuba, gdzie krótko po jej aresztowaniu pojawiły się tuziny filmików o niej (rany ona była rosyjskim szpiegiem w 100% - miała nawet słodki rosyjski akcent). Do licha! Wyprodukowano nawet jej lalkę!



Twoja własna naga kobieta-szpieg za jedyne $29.90!


















A wiecie co jest najciekawsze? To, że nasza droga Anna dzieli nazwisko z kimś kogo uznaję za największego szpiega na świecie! Eddie Chapman, znany też jako Agent Zigzag (przyrzekam! To nie ja to wymyśliłem!), działał w czasie II Wojny Światowej i zabił Hitlera. No.. prawie. Zrobiłby to gdyby mu pozwolono, ale nie wyprzedzajmy faktów. Chapman w 1940 przesiadywał sobie w więzieniu na wyspie u wybrzeży Francji gdy zgarnęli go naziści. Musicie bowiem wiedzieć, że ten przyjemniaczek był profesjonalnym włamywaczem i łamaczem sejfów wsadzonym do ciupy za włamanie (zanim go złapano zaliczył spektakularną akcję z wyskakiwaniem przez zamknięte okno włącznie). No więc agent Zigzag przekonał Niemców by przyjęli do wywiadu, przeszkolili i zrzucili na spadochronie na teren Wielkiej Brytanii by mógł popełniać straszne akty sabotażu. A co zrobił Chapman? Zaraz po wylądowaniu skierował się na komisariat gdzie powiedział dla kogo pracuje i zaoferował swoje usługi MI5 (to takie brytyjskie CIA z czasów IIWŚ). Wywiad brytyjski sfingował zamach, dzięki czemu Zigzag miał dostąpić zaszczytu wzięcia udziału w wiecu gdzie poznałby Hitlera, gdzie zdetonowałby się prosto w twarz temu wrednemu pokurczowi.



Zigzag nie mógł wiedzieć, że pierwsi dorwali Hitlera komandosi z Bękartów Wojny.







Oczywiście gdy przedstawił swój plan dowódcy ten powiedział, że to by była podróż w jedną stronę dla Chapmana, na co ten odrzekł z rozbrajającą brytyjską flegmą: „Ale za to JAKA podróż!” Przepełniony po uszy patriotyzmem i chęcią zmazania kryminalnej przeszłości Eddie błagał by mu pozwolono to wykonać, lecz sam Winston Churchill, do uszu którego wiadomość o takich planach dotarła, nie wyraził zgody na atak gdyż Wielka Brytania miała długoterminową politykę niemordowania głów państw (w tym momencie ręce opadają). Chapman wrócił więc do Niemiec gdzie został nagrodzony Żelaznym Krzyżem za „niesamowite oddanie i sukces”, dostał 110 000 marek niemieckich i własny jacht po czym został odesłany by informować o skutkach bombardowań rakietami V1. W tym momencie Chapman uratował setki istnień gdyż jako koordynator bombardowań podawał złe namiary.

Taka oto jest historia jednego z największych szpiegów w historii. Koleś przekonał Niemców, że jest po ich stronie i jeszcze dostał za to medal (jako pierwszy brytol od 70ciu lat)! Naprawdę trzeba mieć jaja ze stali, żeby dokonać czegoś takiego, nie wspominając o planowanym zamachu samobójczym, który traktował z taką nonszalancją jak wyprawę na herbatkę albo do pubu. Jak napisał o nim jeden z oficerów MI5: „Chapman kochał siebie samego, kochał przygody i kochał swój kraj, w tej właśnie kolejności.” Niezły materiał na film co nie? Cóż.. jeden już powstał, a za remake zabiera się nie kto inny niż Tom Hanks. Pozostaje nam czekać!

poniedziałek, 26 lipca 2010

Anty-fan polskiej kultury zabiera głos.

Nigdy się nie kryłem z tym, że nie lubię wytworów polskiej kultury. Dzisiejszej polskiej muzyki po prostu nie daję rady słuchać bez odruchów wymiotnych, przebywanie w pobliżu sali kinowej gdzie grają kolejne polskie romansidło przyprawia mnie o dreszcze, a czytanie lektur polskich autorów sprawia, że mam wysypkę. Nie zrozumcie mnie źle: wśród zalewu chłamu i tandety staram się wyszukać naprawdę wartościowe przejawy polskości ale jest to okropnie trudne zadanie. Więc, myślę sobie, może to ze mną coś nie tak? Na ten przykład: wszyscy inni wychwalali „33 sceny z życia”, podczas gdy ja szukałem czegoś ostrego by skrócić swe męki podczas oglądania tego potworka(niestety nie znalazłem). Ale wiecie co? Nie ja jestem tutaj szajbnięty! To coś z polakami-artystami jest nie tak!

Jako naród lubujemy się w „uartystycznianiu” i nadawaniu wymiaru duchowego czemukolwiek. Częste są sytuacje gdy ktoś bierze do ręki aparat, strzela zdjęcia śmietnika i pisze pod nim egzystencjalne wiersze. Otóż moi drodzy: to nie jest sztuka! Tak samo sztuką nie jest to co mam zamiar pokazać wam poniżej i co mnie skłoniło do otwarcia woreczka z żółcią i wylania go w postaci tego wpisu. Kiedyś (lata 70-80te) Polacy uwielbiali przerabiać plakaty filmowe tak by dopasować je do naszych narodowych wymagań (przynajmniej tak mi się wydaje, bo innego wytłumaczenia dlaczego te ohydy powstały znaleźć nie mogłem). Poniżej przedstawiam pięć z nich, które mnie po prostu wybiły z rytmu, zjadły, przetrawiły i wydaliły pozostawiając niesmak w ustach. Ale dosyć pitolenia! Oto one:


Ach tak.. 8 pasażer „Nostromo”. Patrząc na ten plakat od razu wiem o czym jest film. Żebro-macko-twarz z kosmosu próbuje zahipnotyzować siedmiu pozostałych pasażerów feralnego statku kosmicznego, używając pięknych błękitnych oczu. I jeszcze to hasło: „nikt nie może usłyszeć twego krzyku!” No raczej.. skoro potwory (a może to jest jakiś człowiek?!) nie mają buzi to jak mogą krzyczeć? Ale przynajmniej ten plakat informuje nas jakich treści możemy się spodziewać w filmie. Będzie to horror. A skąd to wiadomo? Bo przerażającym przeżyciem jest patrzeć na ten plakat.











O w mordę! Zawsze chciałem obejrzeć film o rudym białasie na LSD (to stąd te dziwne plamki wokół jego głowy) wystrzeliwanym w kosmos! Że co? Słucham? To 5ty epizod Gwiezdnych Wojen? Ech.. a już myślałem, że to będzie coś ciekawego. Genialny jest ten plakat a już w szczególności to, że nigdzie nie jest zaznaczone, że to kolejna część tej kosmicznej sagi. W całej historii wszechświata nie było bardziej wprowadzającego w błąd plakatu filmu Sci-Fi. A nie.. czekajcie..











Rety.. ten plakat jest nawet ciężko skomentować. Wygląda trochę jak mokry sen Andrzeja Mleczki, tyle że pozbawiony jakiegokolwiek śmiesznego elementu. Wiecie o czym jest film? Dwie inteligentne małpy z przyszłości (obie z doktoratami) przybywają by ostrzec Ziemian o nadchodzącej zagładzie ludzkości w wyniku wojen atomowych jakie się będą toczyły w niedalekiej przyszłości. W życiu bym tego nie wyczytał z tego plakatu. Panie Autorze Tego Plakatu: jesteś chorym człowiekiem. Chorym!












Czyżby jakaś nowa część Indiany Jonesa, w której to szelmowski doktor musi się zmierzyć z mitami Cthulhu? Nie.. to plakat pierwszego filmu zrobiony przez Polaka. Rozmowa autora z pracodawcą pewnie przebiegała tak: „Zobacz jaka czacha mi się wczoraj śniła!”; „Ale czaderska! Wiesz co? Gdybyśmy dorzucili kilka otworów wagino-podobnych w tle to byłby super plakat!”. Zgroza, zgroza, zgroza.













A ten film jest z kolei o kolei. Uciekający pociąg z więzienia na Alasce z uciekającymi uciekinierami na pokładzie wymyka się spod kontroli. A plakat? Wygląda jakby Obcy z „8 Pasażera Nostromo” kopulował z Kojakiem dając na świat oszalałego ze wściekłości pasożyta jelitowego. Nie wiem co brał autor tego plakatu ale pewne jest, że mocniejszych narkotyków już chyba nie znajdzie.



To by było na tyle. Mam nadzieję, że to był wystarczający argument przeciwko „uartystycznianiu” pewnych rzeczy. Gdyby polska kultura miała postać cielesną właśnie by zarobiła ode mnie fangę w buźkę. Nie ważne czy byłaby kobietą czy nie. Ważne żeby się ocknęła i przestała wydawać na świat chłam!

poniedziałek, 19 lipca 2010

- Wrócę w ciągu 5-6 dni. - Wrócisz w 5-6 kawałkach!

Nasz świat ciągle stawia czoła różnym zagrożeniom: a to BP postanawia urozmaicić Zatokę Meksykańską przez wylanie do niej ropy, a to różni panowie z ręcznikami na głowach próbują wjechać jeepem przez drzwi główne na lotnisku w Glasgow (ta okładka mówi wszystko: http://seriouslulz.com/wp-content/uploads/2009/05/1242885695307-570x733.jpg), a to Matka Natura robi nam zbiorowe Kamehameha. Dużo tego. Ale wiecie co by było jeszcze straszniejsze? Gdyby ktoś wypuścił w mieście Raptory.

Chyba wszyscy widzieli film dokumentalny pt. „Jurrasic Park” prawda? Tam po raz pierwszy zostało utrwalone na taśmie (a potem wyświetlane w kinach ku przestrodze) co potrafią zrobić te gady z grupką ludzi, którzy nie doceniają tych dwunożnych maszyn do zabijania. Ktoś pewnie powie, że to niemożliwe żeby Raptory znalazły się w mieście, że nikt nie jest na tyle szalony by je rozmnażać w zaludnionych miejscach. No cóż.. podobne rzeczy się już zdarzały. Niejaki Enrico Fermi zbudował pierwszy (eksperymentalny!) reaktor atomowy na boisku do squasha w centrum Chicago. No dobra: do rzeczy! Z czym mamy tu dokładnie do czynienia i, co ważniejsze, jak przeżyć wiedząc, że te dranie się panoszą po Waszym mieście?

"Sniff sniff.. czuję świeże mięsko Henry!"












Raptor to: inteligentny (czasami nawet inteligentniejszy od niektórych ludzi), posiadający fantastycznie rozbudowany zmysł węchu, olbrzymie szpony (12 śmiercionośnych centymetrów) i ostre zęby, rozwijający prędkość do 25 m/s, nie czujący strachu ani litości gadzi terminator. Dla porównania: jakie są przewagi ludzi? Kciuki, możliwości stosowania technologii i umiejętność wspinania się po drabinkach. Aha… no i potrafimy czuć strach, ale to chyba żadna przewaga.

Zatem jak się przed nimi bronić w środowisku miejskim? Cóż jest to łatwiejsze niż w lesie bowiem inni ludzie (najlepiej Ci którzy nie czytali tego poradnika) będą pożywką dla polujących Raptorów, podczas gdy Wy moi wierni czytelnicy będziecie mogli uciekać gdzie pieprz rośnie (chociaż bezpieczniej by było w stronę najbliższego sklepu z bronią). W ŻADNYM WYPADKU NIE WCHODŹCIE NA DRZEWA. Te dranie mogą z miejsca wyskakiwać na wysokość 9 metrów! Gdy okaże się że spostrzegł was jeden z tych gnojków jedyne co możecie zrobić to położyć się na ziemi i czekać na bolesną, ciągnącą się śmierć. Te dupki bowiem polują w stadach i gdy widzicie jednego przed sobą możecie być pewni, że zaraz z innych stron rzucą się na was dwa inne. Chcecie bohatersko walczyć z nimi do ostatniej kropli krwi? Proszę bardzo! Odwleczecie tylko chwilę waszej śmierci o te 2-3 sekundy.

Jak widać jestem uznanym specjalistą w dziedzinie Raptorowego survivalu.















Więc co robić? Musicie szukać najbliższego środka transportu (ale nie autobusu: duże okna – duże prawdopodobieństwo posiadania gadzich pasażerów na gapę), wciśnięcie gazu do dechy i niemyślenie o żadnych krewnych gdyż przez coś takiego byście się tylko niepotrzebnie narażali. Innym wyjściem jest zabarykadowanie się w wieżowcu i czekanie na ratunek na dachu po uprzednim rozmontowaniu maszyny ze słodyczami. Ale nawet będąc w budynku trzeba się mieć na baczności. Chociaż i to może być zbyteczne, ponieważ jeśli Raptor jest w pobliżu to i tak będzie wiedział gdzie jesteście. W każdym razie trzeba: unikać okien, parterów i klatek schodowych. Koniecznie trzeba zamykać (NA KLUCZ) każde drzwi bo, jak nauczył nas „Jurassic Park”, Raptory umieją je otwierać. Po zapewnieniu sobie schronienia pozostaje mieć nadzieję, że rząd nie prowadzi kontrolowanych doświadczeń z wypuszczaniem Raptorów w mieście i że przyjdzie wam z pomocą. Pod żadnym pozorem nie wolno wam polować na te gady, nawet posiadając znaczną siłę ogniową. To Raptor jest tutaj na polowaniu!

Podsumowując: Raptory są zabójcze. Jeśli nie przeczytaliście tego to umrzecie. Jeśli tak to ten poradnik daje wam jakieś 32% szans na przetrwanie ataku Raptora. Powodzenia!

Promocyjna plakietka do wydrukowania.

czwartek, 8 lipca 2010

„Tu jest napisane, że piorun uderzył w wieżę w przyszłą sobotę o 22:04”

Ostatnio spędziłem trochę czasu zastanawiając się nad pewnym ciekawym aczkolwiek eksploatowanym do granic możliwości tematem. Nie ma takiego medium na świecie, które nie nawiązało kiedykolwiek do niego. Już w VI w. p.n.e. wspominała o tym mitologia Hindusów, a dziś jest powielany np. przez brytolski serial Dr Who. Próby okiełznania tego tematu często spełzały na niczym, dając nam ultra nielogiczne potworki. Tylko niektórym się udało ustrzec wielkich błędów a wśród nich znajduje się jeden z najlepszych filmów Sci-Fi. Wiecie już o co chodzi? Nie? To mała podpowiedź: co się rozpędza do 88 mil na godzinę i potem znika zostawiając dwa płomieniste ślady?



Większej podpowiedzi chyba nie trzeba?














Zatem do rzeczy. W trakcie swoich rozważań doszedłem do wniosku, że są trzy ciekawe cechy podróży w czasie, o których rzadko kiedy (lub w ogóle) się nie mówi. Na pierwszy ogień idzie niezmienialność przyszłości i przeszłości. Tak wiem wydaje się to absurdalne bo każdy film karmi nas hasłami w stylu: „nawet jeśli zabijesz tego jednego komara to Twoja matka się nie urodzi i wszechświat wybuchnie.” Czy coś w tym stylu. Nie musi być to prawdą bowiem jedna z teorii głosi, że małe, nic nie znaczące wydarzenia mogą zostać zmienione lecz by wpłynąć na te większe trzeba się naprawdę wysilić. Przykłady?

Proszę bardzo: Twój ulubiony piesek ginie w wypadku podczas koszenia trawy. Więc co robisz? Wsiadasz do swojej budki telefonicznej/tostera/wanny/samochodu/wyspy/pamiętnika (wszystkie te przedmioty były wykorzystane jako wehikuły czasu w popkulturze), które sam skonstruowałeś by uratować pieska i lecisz w przeszłość. Oczywiście ratujesz go, lecz chwilę później on znowu ginie rozjechany przez ciężarówkę, a Ty niezłomnie cofasz się w przeszłość i kupujesz smycz by pupilek nie zginął pod kołami. Ale on uparcie znowu kopie w kalendarz. Czemu? Bo gdyby nie śmierć cholernego sierściucha nigdy by nie powstał wehikuł czasu by ocalić biednego pieska. Zatem według tej teorii wszechświat „wymusza” dzianie się pewnych wydarzeń i na nic się zdadzą nasze starania by to zmienić.

Inaczej sprawa ma się z przeciwstawną teorią o mega czułości i zamienialności czasu (tak tutaj pasuje to stwierdzenie z komarem). Wyobraźcie sobie, że dostajecie urządzenie, które pozwala wam zerknąć tylko na chwilkę w przyszłość bez żadnej fizycznej ingerencji. Szybki Look tak zwany. I w tej przyszłości widzicie siebie, który wygrał w Totolotka ogromną ilość $$$. I tu pojawia się problem bo wystarczy, że macie świadomość wygranej w przyszłości by owej wygranej nie zdobyć. Czemu? Bo będziecie się starali ze wszystkich sił przewidzieć KIEDY, lub GDZIE dokładnie tą wygraną dostaniecie i przez to możecie się rozminąć z prawdziwym miejscem i czasem gdzie ją powinniście dostać. Trochę to zakręcone ale ten przykład może się też rozwinąć w coś co nazywamy Paradoksem Ontologicznym.

Trochę zmieńmy sytuację. Używacie Szybkiego Look’a™ i widzicie gdzie i kiedy i jak wygrywacie kupę siana. Zatem czekacie na ten dzień i gdy nadchodzi robicie wszystko tak jak należy, gdy w tym samym czasie wy z przeszłości podglądacie was z teraźniejszości i przeszłe wy planuje robić to samo. Historia powtarza się do końca wszechświata i wszystko byłoby okej, tylko jest jeden problem: ktoś to musiał zacząć nie? Ale który? Skoro każde wasze wcielenie wiedziało jakie numerki wklepać bo podglądało wasze inne wcielenie? W tym momencie wszechświat wybucha.


”Następny wszechświat będzie miał wyłączoną funkcję podróży w czasie”
– Bóg











Kolejnym problemem, o którym absolutnie nikt nie mówi jest to, że każdy wehikuł czasu musi też poruszać się w przestrzeni. Na początku gdy o tym myślałem doszedłem do wniosku, że przecież Ziemia się porusza względem słońca prawda? Zatem chcąc się przenieść w przeszłość/przyszłość musielibyśmy znać dokładne położenie naszej planety tamtego dnia. Różnica np. 30 cm miała by katastrofalne konsekwencje – nikt nie chce wylądować w przeszłości po kolana w asfalcie co nie? Ale teraz jak to piszę dotarło do mnie jeszcze jedno: wszechświat się rozszerza i wszystko się w nim porusza względem wszystkiego, więc orbita Ziemi też nie znajduje się w stałym miejscu i to też trzeba by uwzględnić w obliczeniach. (Ci którzy myślą, że Ziemia jest pępkiem wszechświata: uspokajam, że to co tu wypisuję to tylko zły sen i tego tak naprawdę nie ma).

Uff na dzisiaj to by było na tyle. Temat jest praktycznie niewyczerpalny i kiedyś na pewno do niego wrócę a na dowidzenia zapraszam do zapoznania się z komiksem, który po części był inspiracją do powyższych rozważań. Howgh!

niedziela, 20 czerwca 2010

TOP 5 trailerów.

Też tak macie czasami, że oglądacie jakiś filmik w necie i w pewnym momencie przechodzą was ciarki bo jest w nim jakaś niesamowita scena/muzyka/zdanie? Każdy z nas prawdopodobnie ma swoje "włączniki" ciarek i reaguje w ten sposób na coś innego. Pamiętam jak kiedyś brat puścił mi jakieś nagranie techno i mówi: "stary ale ciary mnie przechodzą" a ja zupełnie nic nie czułem. Zatem - kwestia gustu ot co. Dlatego dziś chciałem wam pokazać moje TOP 5 prywatnych i totalnie subiektywnych "ciaro-włączników" w formie trailerów do gier. Zadziwiające, że 3 z nich pochodzą z gier związanych ze światem Gwiezdnych Wojen... przypadek? Aha.. na koniec tego przydługiego wstępu: polecam oglądanie tych filmików w rozdzielczości 720p. Będą się długo wgrywały ale mówię wam: WARTO!

MIEJSCE 5: Star Wars: The Old Republic - Hope.

Mamy w tym miejscu do czynienia z ciekawym zabiegiem. Jako, że filmik ten reklamuje grę MMO, w której można wcielić się zarówno w Jedi/Sitha jak i zwykłego żołnierza to twórcy musieli odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: "Jak u licha zmusić kogokolwiek by grał inną klasą niż Jedi/Sith?". W odpowiedzi popełnili ten trailer. Widzimy jak grupka zwykłych żołnierzy kopie dupy zarówno Sithom jak i robotom i innym żołnierzom. No i narrator tego filmiku jest niezłym madafaką! To co zrobił z granatem zasługuje na oklaski. Żeby nie było zbyt fajnie to w tym miejscu zmuszony jestem przyznać rację Pati, która widziała już ten filmik. Stwierdziła, że końcówka jest zbyt DragonBallowata (mówcie mi Pan Neologizm), ale pewnie została tak zrobiona, żeby Ci którzy nie wiedzą co to Moc, wiedzieli czemu kolesia rzuciło na kamyczki.

MIEJSCE 4: Assassin's Creed 2

Ten trailer z kolei działa w inny sposób niż poprzedni. Poprzez muzykę, stroje i scenografię ukazuje fantastyczny klimat karnawału w Wenecji, gdzie wśród tłumu czai się łowca. Początkowa radosna atmosfera ulega zdecydowanemu ochłodzeniu gdy zabójca przystępuje do akcji. Widzimy jak przebiega akt zabójstwa strażnika po czym płynnie przechodzimy do sceny pościgu. Bieganie po dachach nigdy nie było tak fajne jak w tej grze i zostało to fajnie pokazane w filmiku. Wrażenie prędkości i nieludzka wręcz zwinność bohatera zostały ładnie odwzorowane.

MIEJSCE 3: Star Wars Force Unleashed 2.

Ten filmik jest niesamowity z kilku względów. Przede wszystkim to jak wygląda... rany nigdy nie widziałem tak realistycznie zrobionych szturmowców (chyba lepiej nawet wyglądają niż w filmach!). I ta scena na 1:10! O rany aż mi się go żal zrobiło. Do tego porażeni mocą szturmowcy naprawdę giną.. a to w sumie nowość bo trupy w Gwiezdnych Wojnach padały jak w spaghetti westernach: dostał to się teatralnie przewracał bez widocznych śladów obrażeń. Oczywiście logika filmiku może zostać zakwestionowana ale to nie o to chodzi. Filmik ma być WOW.. i jest WOW JAK CHOLERA!

MIEJSCE 2: Deus Ex 3: Human Revolution.

O RANY! Tego filmiku nawet nie będę komentował. Czysta rozkosz.

MIEJSCE 1: Star Wars: The Old Republic - Deceived.

W komentach do tego filmiku ktoś napisał: "Lepsze niż trzy pierwsze epizody razem wzięte". Szczerze... to ciężko się nie zgodzić. Trailer jest poprostu fenomenalny! A scena lądowania tego pojazdu połączona z wyładowaniem jego "pasażerów"? O żeż w morde! Widziałem to już tyle razy, że w sumie dałoby pewnie cały jeden epizod, a najlepsze jest to, że nie mam tego dosyć!

To by było na tyle. Wracam oglądać jeszcze raz te filmiki.

sobota, 12 czerwca 2010

- Czas jest tu płynny - oznajmił demon.

Dzisiaj o jednym z najlepszych pisarzy na świecie. Przy nim faktycznie czas jest płynny: z jego książką w dłoni godziny mijają jak sekundy. Zajmuje się pisaniem powieści, opowiadań, słuchowisk radiowych oraz scenariuszy filmowych (w tym angielską adaptację Księżniczki Mononoke) i komiksowych (to się nazywa wszechstronność). Nazywany „gwiazdą rocka” wśród pisarzy. Jego nazwiskiem ochrzczono jedną z ras w kosmicznym serialu „Babylon 5”. Panie i Panowie:














Neil Gaiman.



Zabawię się teraz w grę, którą nazywam „Ale-głupi-ci-niemcy” (pamiętacie tą akcję gdy nasi sąsiedzi zza zachodniej miedzy twierdzili, że Kopernik był Niemcem?) i powiem: Neil Gaiman to jeden z najlepszych pisarzy wywodzących się z Polski. Powyższe stwierdzenie jest oczywiście w 20% bzdurą, bowiem to nie Neil tylko jego pradziadek wyemigrował na Wyspy. Dobra… to by było na tyle odnośnie życiorysu, ponieważ wiem jak ludzie patrzą na tego typu akapity.

Pierwszy raz się zetknąłem z Gaimanem gdy ktoś mi podrzucił jego książkę „Amerykańscy Bogowie”, która zapewniła mi wspaniałe 2 dni wypełnione lekturą. Sam pomysł by umieścić bogów różnych wyznań w USA prawdopodobnie wywodzi się od Terry’ego Pratchetta, który mówi o tym, że bogowie istnieją GDY się w nich wierzy i wraz z utratą wiary zaczynają słabnąć. Główny bohater – Cień zostaje wmieszany w sprawy owych bogów wywodzących się z różnych wyznań (Egipskie, Nordyckie, Greckie itp.) Książkę polecam każdemu kto chociaż troszkę lubi książki fantasy. Wciąga jak czarna dziura światło.

Z innymi książkami poszło już jak z płatka: „Koralinę” (btw. Polecam animację nakręconą przez twórcę „Miasteczka Halloween”) łyknąłem w dzień, „Nigdziebądź” (gratka dla ludzi, którzy byli kiedykolwiek w Londynie) zajęło trochę więcej czasu a to wszystko przypieczętowane zostało zbiorem opowiadań pt. „Dym i Lustra” („To inni” jest najlepszym opowiadaniem jakie czytałem! A jeśli ktoś ma chwilę czasu niech przeczyta to: http://agathos.pinger.pl/m/1159536)

Ale dopiero dzięki Jarasowi (dzięki Ci ziom!) zrozumiałem z jakiego kalibru pisarzem miałem do czynienia. Gdy w moje ręce wpadł „Sandman” nie wiedziałem jeszcze co mnie czeka. Całe szczęście, że cała seria komiksów (tak to komiksy!) została już zakończona bo bym nie wyrobił jakbym miał czekać miesiąc na kolejny zeszyt. Gaiman jest genialny. Czytając „Sandmana” miałem wrażenie jakby jego autor posiadł wyobraźnię co najmniej 100 osób tak bogaty świat wykreował. Cała seria jest: straszna, przerażająca, fascynująca, magiczna i genialna. Uwielbiam ten cykl za to jak przedstawił Śmierć. Na dodatek to wszystko nabiera rumieńców gdy człowiek wie co nieco o imć Szekspirze, do którego nawiązań jest od groma (chciałem napisać wpizdu ale nie chcę używać tak brzydkich słów).

Dawno nie miałem do czynienia z kimś kto w taki sprawny sposób tworzy nowe światy i zaludnia je przewspaniałymi postaciami. Ludzie: czytajcie Gaimana!

sobota, 5 czerwca 2010

Ciuu-ciuu!

Tak mnie jakoś dziś natchnęło i zacząłem szukać sobie różnych bajerancko odjechanych akcji wojennych (takich gdzie jeden koleś rozpierdziela MIECZEM 42 niemieckich żołnierzy), lecz gdy przeczytałem za co przyznano pierwszy medal honoru w historii USA postanowiłem zmienić trochę charakter tej notki. Panie i panowie: oto pierwszy na świecie zmotoryzowany pościg!

Cała akcja zwana jest Rajdem Andrewsa i miała miejsce podczas wojny secesyjnej i została przeprowadzona przez armię Unionistów (to Ci, którzy mówili niewolnictwu stanowcze fuj). Daty i miejsca litościwie pominę, lecz wspomnę tylko, że chodziło o pomoc w zajęciu miasta o nazwie Chattanooga (czyt. Czatnuga). Sama akcja była tak przeprowadzona, że dziwię się że George Lucas nie przerobił jej na kolejny epizod Gwiezdnych Wojen (chociaż może to i lepiej).

No ale do ad remu. James Andrews, będący chyba protoplastą Hana Solo przemytnik szpiegujący dla Unii zaproponował przeprowadzenie dywersyjnego rajdu, którego celem byłoby zakłócenie pracy linii kolejowej Western & Atlantic. Nasz dzielny Han Andrews (brzmi czadowo co nie?) wraz z 23 ochotnikami ugadali się, że ukradną pociąg i zaczną nim siać chaos i pożogę. 2óch nie mogło przyjść bo musieli ochotniczo wstąpić do armii parszywych konfederatów (żeby się nie wydało, że chcą ukraść pociąg i siać nim chaos i pożogę). A dwóch innych po prostu... zaspało. (żeby było jasne: budziki wynalazł Platon ok 400 p.n.e.).

No więc ukradli pociąg "Generał", którym jechali i skierowali się na północ chcąc robić po drodze niezły bajzel poprzez rozkręcanie torów, niszczenie zwrotnic, podpalanie mostów itp działalność partyzancką. Jednakże konduktor "Generała" nie dał za wygraną i rzucił się w szaleńczy pościg - goniąc lokomotywę pierw z buta a potem drezyną. Wyobrażacie to sobie?
























Za tym uciekającym pociągiem!


Następne wydarzenia wyglądały tak: konduktor Darth Fuller (zaimponował mi więc podam jego nazwisko) jak na amerykańskich filmach rekwiruje jakąś lokomotywę, przesiada się na inną, idzie na piechotę, rekwiruje znowu jakiś parowóz i rusza dalej w pogoń jadąc na wstecznym! Brakuje tylko dramatycznego driftu i zawrócenia pociągu o 180stopni.

Sprytni partyzanci po uniknięciu wielu podbramkowych sytuacji podpalili jeden wagon i zostawili na moście jako przeszkodę lecz na niewiele im się to zdało, gdyż rozjuszony Darth Fuller po prostu zepchnął go z drogi. Na dodatek w parowozie Hana zaczynało brakować pary a bez tego nie ma pędzącego ciuu-ciuu, więc postanowili zawrócić parowóz i posłać go w stronę pogoni. Co też na niewiele się zdało... gdyż nie da się rozpędzić tych 22ton pociągu jak nie ma pary. W końcu więc zostali złapani. Han Andrews i 7miu innych zostało powieszonych, 8miu złapanym udało się uciec z więzienia (biegli sobie raptem 160km) reszta została uwolniona w ramach wymiany "my wam damy tych a wy nam naszych".

Cóż.. lubię myśleć, że za takie akcje po śmierci trafia się do specjalnego rodzaju nieba, gdzie dookoła Ciebie latają Walkirie powtarzając non-stop jaki to zajebisty jesteś i trzęsąc olbrzymimi biustami polewają Ci wiecznie zimnego browara, Ty palisz bez przerwy cygara i Kurt Cobain codziennie wymyśla nową piosenkę, koniecznie zawierającą słowa "Ale im skopałeś tyłki. Koleś."